nie wiem, co mnie tak ostatnio nachodzi, ale jakoś mi tęskno do jesieni. mam tę piękną wizję długich spacerów, ciepłych swetrów, kolorowych liści i aromatycznej herbaty. oglądam zdjęcia wspaniałych, jesiennych widoków, szukam jej śladów na ulicach i w parkach. a śladów jest pełno- coraz to więcej kolorów na drzewach, pogoda w sam raz na ten ukochany sweter i to specyficzne, rześkie, poranne powietrze.
no i nie wiem, co mnie tak nachodzi, bo ja znana jestem z mojego ciepłolubstwa. z miłości do pełnego słońca i upałów, które innym wydają się nieznośne. moje odwieczne marzenie o wyprowadzce do Australii ostatnio jakby trochę przybladło, no bo jak to tak? bez jesieni?
także nie wiem, co mnie nachodzi, ale cieszę się, że w moim niewielkim norweskim miasteczku jesieni jest już pełno jak w cebrze wina. wychodzisz czasem do parku skąpanego w porannym słońcu, nadal z przewagą zieleni, ale ze złocącymi się gdzieniegdzie przebłyskami innych barw. innego dnia wchodzisz w tajemniczy świat szarości, spowity mgłą i chłodem, lecz tak samo piękny.
więc nie wiem, co mnie nachodzi, ale nie mogę doczekać się długich wieczorów przy herbacie, z dobrą książką. gdy na zewnątrz coraz zimniej, a pod kocem ciepło i błogo. w półblasku świecy pachnącej jabłkiem i cynamonem. no, nie mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz