trzeci dzień mojego wyzwania, a już mam ochotę odpuścić. nieźle.
dzisiejszy dzień najpierw był super przyjemny, spędziliśmy większość czasu na zewnątrz. pospacerowaliśmy, pobawiliśmy się na placu zabaw, zjedliśmy dobry obiadek. miło i przyjemnie. niestety pod wieczór, ze względu na to, że me dziecię odmawia pójścia spaść i doprowadza mnie tym do szału, zrobiło się mniej przyjemnie. do tego zirytował mnie mój facet i TADAM, piękny borderline twist i humorek zmieniony o 180 stopni.
także rano nie pisałam, bo zbyt dobry nastrój. wieczorem nie chcę pisać, bo zbyt marny nastrój. ale dobra, COŚ tam napiszę, byle zaliczyć.
skoro nie mam dzisiaj najmniejszych przebłysków weny plus niczego specjalnie ciekawego do powiedzenia, to popiszę sobie chociaż w pamiętniku. może przelanie tych wszystkich (drobnych i mało istotnych w sumie. oh, czyżbym już nabierała magicznego dystansu? pisanie jest wspaniałe!) smutków i zmartwień poprawi mi nastój. także tego, już przy pisaniu poprzedniego zdania rozwinęły się w moim smutnym móżdżku dwie równoległe myśli- a)może pomoże b)pomaga. niestety brakuje mi warsztatu, aby ładnie je wkomponować w tekst, także jest jak jest, ale Zeusie najdroższy, dopiero rozpoczęłam moją przygodę z pisaniem. jeszcze wszystko przede mną.
dziecię nadal nie śpi, ale jakby mniej mnie denerwuje, choć w tym przypadku zasługa leży bardziej po stronie Felka, który łaskawie przestał uciekać ze swojego pokoju, aniżeli mojego mentalnego ekshibicjonizmu... jednakże bez dwóch zdań cieszę się, że jednak nie poddałam się po dwóch dniach, nie byłabym z siebie specjalnie zadowolona. a tak proszę- powstał tekst! tekst kompletnie o niczym, którego nawet nie mam ochoty przeczytać w ramach sprawdzenia pisowni/sensu/gramatyki. ale jest.
jutro postaram się bardziej postarać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz