niedziela, 18 września 2016

standing on the borderline vol1.

   kiedy zawsze czułaś, że odbierasz świat inaczej, niż większość ludzi, ale z drugiej strony nie wierzyłaś samej sobie. wykrzykiwałaś sobie w twarz oskarżenia o nadmierny egocentryzm i złudne poczucie wyjątkowości, wiedząc że tak naprawdę nie jesteś nikim specjalnym. a wręcz przeciwnie- jesteś nikim. a pragnęłaś tylko być jedyna, inna; a pragnęłaś tylko być normalna, taka sama. z jednej strony zabiłabyś za odrobinę wytchnienia, spokoju i normalności; z drugiej strony na samą myśl, że miałabyś być przeciętna, nijaka- umarłabyś. cały ten pokręcony dualizm, cały ten chaos w twojej głowie, w twojej duszy, często wykańczał cię do tego stopnia, że nie byłaś w stanie wstać z łóżka. wyżywałabyś się nad sobą godzinami, że przecież co jest z tobą nie tak? masz idealne życie! wielu ludzi ci zazdrości, wielu ludzi marzyłoby o posiadaniu takich błahych problemów jak ty. czemu się wiecznie nad sobą użalasz?! weź się w garść.
   z dziwnych powodów ten natłok negatywnych myśli wcale nie pomagałby ci wziąć się w garść. czułabyś się coraz gorzej. nie chciałabyś jeść. potem kompulsywnie byś jadła. potem jeszcze kompulsywniej rzygała. na chwile poczułabyś się lepiej, bo ten gniotący, pochłaniający cię od środka ciężar nagle jakby trochę zelżał. ale ty czułabyś, że wcale nie zasługujesz czuć się lepiej. bo ciągle tylko się nad sobą użalasz, gdy inni ludzie naprawdę cierpią. natrętne myśli nie dały by ci spokoju tak długo, aż nie wzięłabyś do łóżka żyletki i wielu śnieżnobiałych chusteczek, które w krótkim czasie zmieniały barwę na krwistą czerwień. traktowałaś cięcie bardziej jako medytacje, niż autoagresję. gdy krew powoli, a czasem bardzo szybko, zabarwiała tę przeklętną chusteczkę, a potem następną i następną. to były jedyne momenty, kiedy nie musiałaś myśleć. kiedy cały ten wewnętrzny ból, całe to rozdzierające cierpienie powoli z ciebie wypływało. przez chwile czułaś błogi spokój, byłaś w tej chwili, w tym momencie i nic innego się nie liczyło.
   właśnie dlatego tak trudno było ci zerwać z tym nałogiem. nikt nie potrafił zrozumieć, że najczęściej nie robiłaś tego z nienawiści do siebie. robiłaś to właśnie z miłości, żeby dać sobie chwile wytchnienia. nie znałaś lepszego sposobu na radzenie sobie z emocjami, dlatego zawsze wracałaś do punktu wyjścia- tej białej chusteczki, którą pochłaniała czerwień.
   patrząc z perspektywy czasu, zastanawiałabyś się czasem, czy to właśnie nie te dwa, straszne nałogi- bulimia i samookaleczenie, paradoksalnie przyczyniły się do tego, że nadal żyjesz. zapewne nie miały takiego zamiaru, każdy kto się z nimi zetknąć, wie jak bezlitosne i sadystyczne są. ale w twoim przypadku, chyba miały jakiś cel. a wręcz zaryzykowałabyś stwierdzenie, że zawsze jakiś mają.
   często potem nadchodziłaby euforia, w końcu gdy krwawisz, twój mózg produkuję endorfiny, a tych zazwyczaj nie miałaś w nadmiarze. naglę miałabyś energię, której brakowało ci przez cały dzień. szybko zabandażowałabyś rękę i może zaczęła pisać? może zadzwoniła do znajomych z nadzieją, że ktoś pójdzie się z tobą najebać, może nawet uda ci się kogoś zaliczyć? a może nagle miałabyś ochotę się czegoś nauczyć i nadrobiłabyś wszelkie zaległości, które szybko narastały, ze względu na twoje wieczne nieobecności? nagle byłoby tyle możliwości. czułabyś, że możesz wszystko. i tylko z tyłu głowy, gdzieś z oddali, dobijałby się cienkim głosem Strach, że nie wiesz ile to będzie trwać. bo czasem trwało tygodniami, a czasem zaledwie kilka minut.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz