czwartek, 22 września 2016

marne samopoczucie.

   dzisiaj byłam smutna. obudziłam się smutną i smutną pozostałam. nie było może jakoś nadzwyczaj tragicznie, od tak- obniżony nastrój. pozwoliłam więc sobie na kompletne nieróbstwo, czyli dokładnie to, czego w takim stanie powinnam najbardziej się wystrzegać. powiem, że poszło nadspodziewanie okej. rano urządzam sobie długie wycieczki rowerowe, dzisiaj była krótka, ale owocna w czekoladę. wróciwszy, zaparzyłam sobie herbatę z dużą ilością imbiru, cytryny i miodu, po czym rozsiadłam się wygodnie na poduszce, włączyłam 'the voice' i zabrałam się za rysowanie. mój piękny kaktusowy szkic wymagał drobnych poprawek, oraz naniesienia koloru, więc akurat na półtorej godziny miałam zapewnioną zacną rozrywkę. gdy rysunek był gotowy, zaparzyłam kolejną herbatę i z poduszki na podłodze, przeniosłam się na kanapę. z książką. i właśnie tę książkę czytałam tak długo, aż przyszła pora odebrać dziecię z przedszkola. tak więc wsiadłam na rower, skoczyłam na pocztę wysłać wczorajszy list i pojechałam po Felka. niestety ze względu na moje dzisiejsze lenistwo, ani dom nie był ogarnięty, ani jedzenie nie zrobione i w zasadzie kiedy w końcu udało mi się nakarmić dziecko, przyszedł czas, aby położyć je spać. zdałam sobie sprawę, że właściwie nie poświęciłam mu dzisiaj uwagi, więc jeszcze na pół godzinki usiedliśmy na podłodze i powydurniliśmy, pośmialiśmy i wyprzytulaliśmy wszystkie zaległości. gdy dziecię było w łóżku zdążyliśmy nawet na chwilę relaksu z moim mężczyzną, zanim musiał wyjść do pracy na nocną zmianę. także w sumie piękny dzień. więc czemu ten smutek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz